Rodzice przybywają
do domu około 6 PM, co jest idealną porą na kolację. Zasiadamy wszyscy do stołu
wraz z Robbiem i jemy przygotowany przez niego posiłek.
- Jak minęła
wycieczka? - pytam mamę.
- Dobrze. Miło
było znów zobaczyć Nowy Jork. - odpowiada.
- Zobaczyć Nowy
Jork? Chyba wykupić prawie wszystko z prawie wszystkich sklepów. - wtrąca tata.
- Oh Kenny, ale i
tak mnie kochasz... - kładzie głowę na jego ramieniu.
- A mam wybór,
Ana? - odpiera.
- Oczywiście, że
nie. - cmoka go w policzek. - A jak tam Wam minął czas? - spogląda na mnie i
Nię.
- Wszystko okay. -
uśmiecha się siostra.
- Oczywiście, że wszystko
było okay. Zająłem się domem i ogrodem tak jak kazaliście. - dodaje Robbie.
- Ah, a Ty,
Pyrena? - ojciec spogląda na mnie z troską.
- Nie okay. Jordan
ze mną zerwał, Robbie się na mnie obraził... A do tego jeszcze dowiedziałam
się, że jestem w ciąży. - wyrzucam z siebie wszystko.
- Ale z kim? -
mama od razu chwyta moją dłoń i patrzy prosto w oczy.
- Z... Z... Z
Robbiem. - wyznaję.
To
jakbym przechodziła przez ulicę bez rozejrzenia się najpierw.
Raz, że
niebezpieczne, bo Picker o tym nie słyszał. Dwa, że to ojciec dziecka powinien
wiedzieć pierwszy, a nie wszyscy od razu.
- Co? - Robbie
zrywa się z miejsca. - Co!? Rena!
- Ciszej. - proszę
i niepewnie podnoszę na niego wzrok. - Przepraszam. - szeptam i wstaję od
stołu. Straciłam jakoś apetyt.
Zamykam się w
swojej sypialni i nie wpuszczam nikogo, choć Nia nieustannie dobija się do
drzwi. Kładę się na łóżku, chowam twarz w poduszki i pozwalam łzom spokojnie
spływać. Z parteru dobiegają do mnie stłumione krzyki moich rodziców i
Robbiego.
- Powinieneś wziąć
odpowiedzialność za dziecko, a nie wszystkiego się wypierać! - wrzeszczy mój
ojciec, a po chwili rozlega się głośny huk. Zapewne uderzył Robbiego.
Słyszalne jest
kilka siarczystych przekleństw i odgłosów szarpaniny, aż w końcu ktoś trzaska
drzwiami wyjściowymi i zapada cisza.
- Będzie dobrze,
Re. Wpuść nas tylko. - mama spokojnym głosem prosi zza drzwi.
- Nie chcę
rozmawiać. - oznajmiam.
- Nie chcesz
rozmawiać, okay. Ale nie odtrącaj nas. Myślę, że przytulenie Ci pomoże... - Nia
także próbuje jakoś do mnie dotrzeć.
- Nie. Dajcie mi
spokój. - mówię oschle i nie reaguję na ich późniejsze prośby i pytania.
Hahaha Rena wszystko popsuła! Ale myślę, że Robbie się odfochnie i wróci.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam co dalej.