Budzę się naga w ramionach Robbiego. Noc była naprawdę gorąca i namiętna.
Wstaję, ubieram
się i schodzę do kuchni. Zaglądam do lodówki, a z racji iż nie znajduję nic
wegańskiego, wybieram się do swojego domu bez pożegnania. Wolałabym zapomnieć o
tym co się między nami wydarzyło. Nie powinnam tak krótko po rozstaniu, robić
tego z innym facetem. Mam wyrzuty sumienia.
W domu czeka Nia.
- Gdzie byłaś całą
noc? - pyta, gdy tylko mnie zauważa.
- Na imprezie.
Musiałam zapomnieć. - odpieram i wymijam ją.
Jedyne o czym
teraz marzę to długa kąpiel.
- Ah... Ale tak
długo? - nie daje za wygraną.
- No... Tak. -
kłamię i znikam w swojej sypialni.
Zabieram czyste
rzeczy do przebrania i kieruję do łazienki. Napełniam wannę po brzegi wodą z
płynem kokosowym i siadam do niej. Ciepła ciecz i aromatyczny zapach otulają
mnie. Przymykam oczy, biorę kilka głębokich wdechów, próbując zapomnieć o
Robbiem, jednak mózg ciągle podsuwa mi sceny minionej nocy. Podnoszę powieki i
wpatruję się tępo w ścianę wyłożoną kafelkami.
- Nie możesz go
kochać... Nie możesz... - powtarzam sobie, lecz to tak samo niemożliwe jak wypicie 20 shotów i myślenie, że nie
będę wymiotować, skoro już po dwóch drinkach jest mi niedobrze.
Wychodzę z wanny
po dłuższej chwili i okrywam ciało ręcznikiem. Wpatruję się w swoje odbicie w
lustrze, dopóki Nia nie zaczyna dobijać się do drzwi.
- Rena, wszystko
okay? - słyszę troskę w jej głosie.
- Tak, tak. Już
wychodzę. - odpowiadam i zaczynam ubierać się.
Rozczesuję włosy i
wychodzę. Uśmiecham się do siostry, mijając ją po drodze do kuchni. Wyciągam
swoją ulubioną vege-sałatkę, a do szklanki nalewam soku z rubinowego
grapefruita. Zaczynam jeść śniadanie, podczas gdy Ni zmywa naczynia. Muzyka
grana w radiu jest jedynym dźwiękiem pośród ciszy. Czyżby domyśliła się, co
zaszło pomiędzy mną a Robbiem? Chyba nie, bo skąd...
- Skosić też trawę?
- Picker nagle staje w drzwiach ogrodowych z wielkim sekatorem.
- Jak chcesz. -
odpowiada Nia i odkłada na bok ręcznik. - Pozmywałam, więc będziesz miał mniej
pracy. - dodaje i zostawia nas samych.
Odwracam wzrok w
drugą stronę. Z jednej strony nie obchodzi mnie to co on czuje, bo wszyscy
faceci są tacy sami... Jednak z drugiej strony..., jest mi wstyd, że byłam taka
łatwa. Za szybko, zdecydowanie za szybko.
- Rena, jesteś o
coś zła? - przerywa ciszę, aż upuszczam widelec, który z brzdękiem uderza o posadzkę.
- Nie, no co Ty...
Niby o co? Nic takiego przecież się nie stało... - zbywam go.
- Okay. Tylko tak
pytałem. - wycofuje się do ogrodu.
Wstaję od stołu,
podnoszę widelec z podłogi, obmywam go i wracam do posiłku. To będzie długi
dzień.
Około godziny 11,
udaję się do ogrodu, aby trochę odpocząć. Kładę się na leżaku i przymykam oczy,
gdy nagle czuję na sobie coś zimnego i mokrego. Szybko podrywam się z miejsca i
zauważam Robbiego z wężem ogrodowym. - Sorry Re! - woła. Podbiegam do niego
wściekła i wskakuję mu na plecy, aż przewala się na ziemię. Zimna woda zmacza
nas całkowicie. - Idiota! - burczę pod nosem. - Wariatka! - odpiera i zaczyna
mnie łaskotać. - Prze...stań.... - proszę, nie mogąc przestać się śmiać. -
Ewentualnie przestanę... Ale tylko ewentualnie. - kładzie dłonie na moich
biodrach i czule całuje.
Nia ją zapytała "Where have you been all my night?" :D
OdpowiedzUsuńUrocze to wszystko jak... Dobra nie powiem ;)
Pozdrawiam i czekam na jutro.