4 ~ Like taking twenty shots and thinking I’m not gonna puke


Budzę się naga w ramionach Robbiego. Noc była naprawdę gorąca i namiętna.
Wstaję, ubieram się i schodzę do kuchni. Zaglądam do lodówki, a z racji iż nie znajduję nic wegańskiego, wybieram się do swojego domu bez pożegnania. Wolałabym zapomnieć o tym co się między nami wydarzyło. Nie powinnam tak krótko po rozstaniu, robić tego z innym facetem. Mam wyrzuty sumienia.

W domu czeka Nia.
- Gdzie byłaś całą noc? - pyta, gdy tylko mnie zauważa.
- Na imprezie. Musiałam zapomnieć. - odpieram i wymijam ją.
Jedyne o czym teraz marzę to długa kąpiel.
- Ah... Ale tak długo? - nie daje za wygraną.
- No... Tak. - kłamię i znikam w swojej sypialni.
Zabieram czyste rzeczy do przebrania i kieruję do łazienki. Napełniam wannę po brzegi wodą z płynem kokosowym i siadam do niej. Ciepła ciecz i aromatyczny zapach otulają mnie. Przymykam oczy, biorę kilka głębokich wdechów, próbując zapomnieć o Robbiem, jednak mózg ciągle podsuwa mi sceny minionej nocy. Podnoszę powieki i wpatruję się tępo w ścianę wyłożoną kafelkami.
- Nie możesz go kochać... Nie możesz... - powtarzam sobie, lecz to tak samo niemożliwe jak wypicie 20 shotów i myślenie, że nie będę wymiotować, skoro już po dwóch drinkach jest mi niedobrze.
Wychodzę z wanny po dłuższej chwili i okrywam ciało ręcznikiem. Wpatruję się w swoje odbicie w lustrze, dopóki Nia nie zaczyna dobijać się do drzwi.
- Rena, wszystko okay? - słyszę troskę w jej głosie.
- Tak, tak. Już wychodzę. - odpowiadam i zaczynam ubierać się.
Rozczesuję włosy i wychodzę. Uśmiecham się do siostry, mijając ją po drodze do kuchni. Wyciągam swoją ulubioną vege-sałatkę, a do szklanki nalewam soku z rubinowego grapefruita. Zaczynam jeść śniadanie, podczas gdy Ni zmywa naczynia. Muzyka grana w radiu jest jedynym dźwiękiem pośród ciszy. Czyżby domyśliła się, co zaszło pomiędzy mną a Robbiem? Chyba nie, bo skąd...
- Skosić też trawę? - Picker nagle staje w drzwiach ogrodowych z wielkim sekatorem.
- Jak chcesz. - odpowiada Nia i odkłada na bok ręcznik. - Pozmywałam, więc będziesz miał mniej pracy. - dodaje i zostawia nas samych.
Odwracam wzrok w drugą stronę. Z jednej strony nie obchodzi mnie to co on czuje, bo wszyscy faceci są tacy sami... Jednak z drugiej strony..., jest mi wstyd, że byłam taka łatwa. Za szybko, zdecydowanie za szybko.
- Rena, jesteś o coś zła? - przerywa ciszę, aż upuszczam widelec, który z brzdękiem uderza o posadzkę.
- Nie, no co Ty... Niby o co? Nic takiego przecież się nie stało... - zbywam go.
- Okay. Tylko tak pytałem. - wycofuje się do ogrodu.
Wstaję od stołu, podnoszę widelec z podłogi, obmywam go i wracam do posiłku. To będzie długi dzień.

Około godziny 11, udaję się do ogrodu, aby trochę odpocząć. Kładę się na leżaku i przymykam oczy, gdy nagle czuję na sobie coś zimnego i mokrego. Szybko podrywam się z miejsca i zauważam Robbiego z wężem ogrodowym. - Sorry Re! - woła. Podbiegam do niego wściekła i wskakuję mu na plecy, aż przewala się na ziemię. Zimna woda zmacza nas całkowicie. - Idiota! - burczę pod nosem. - Wariatka! - odpiera i zaczyna mnie łaskotać. - Prze...stań.... - proszę, nie mogąc przestać się śmiać. - Ewentualnie przestanę... Ale tylko ewentualnie. - kładzie dłonie na moich biodrach i czule całuje.

1 komentarz:

  1. Nia ją zapytała "Where have you been all my night?" :D
    Urocze to wszystko jak... Dobra nie powiem ;)
    Pozdrawiam i czekam na jutro.

    OdpowiedzUsuń