10 ~ They say insanity is doing what you’ve done before


Podczas śniadania rozlega się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - oznajmia tata i rusza korytarzem. - To znowu Ty!? - wydaje się zaskoczony.
Wyglądam zza rogu i zauważam Pickera. Ich spotkanie nie skończy się dobrze.
- Przyniosłem tylko klucze. - odpiera, podając mu przedmiot.
- Tylko... Tylko... - burczy ojciec pod nosem. - Mógłbyś się raczej zainteresować swoim dzieckiem, a nie! - policzkuje go.
Nie mogę już tego znieść, więc robię krok do przodu.
- Dość tato. - kładę mu rękę na ramieniu. - Myślę, że to sprawa tylko pomiędzy mną a Robbiem. - dodaję i spoglądam na chłopaka.
- Rena ma rację. - wtrąca się Nia.
- Jak zawsze... A potem ryczy po nocach. - tata jest uparty.
- Nie wiem czy to miałoby sens. - mama staje na środku. - Jesteś nic nie wartym śmieciem, wiesz? Nie zasługujesz na nic, więc odejdź. - popycha Robbiego do wyjścia.
- Mamo! - oburzam się i chwytam Pickera za rękę.
- Nie Pyrena. Odpuść go sobie. - odsuwa mnie od niego. - Powinnam Cię była wczoraj zabić, ale nie... Głupia dwubiegunowość akurat miała ochotę na bycie miłą. Nigdy nie przestanę tego żałować! - wyrywa z dłoni Kenny'ego klucze.
- Wiesz co sąsiedzi o nas mówią? - Nia staje pomiędzy rodzicami, a mną trzymającą Robbiego. - Mówią, szaleństwo robi to co skończyłaś wcześniej...
- O co jej chodzi? - szepta mi na ucho Picker.
- Nasza matka jest chora psychicznie i zdarza się, że zachowuje się głupio. Już raz próbowała zabić kogoś... Właściwie, to chłopaka Nii. Obiecała, że z tym kończy, że będzie się leczyć, ale jest coraz gorzej... Dlatego tak mówią. - wyjaśniam mu szeptem, podczas gdy siostra próbuje uspokoić rodziców. - Wiesz, lepiej będzie jeśli wyjdziemy gdzieś indziej porozmawiać. - proponuję.

Chwilę później siedzimy w salonie chłopaka, popijając ciepłą ziołową herbatę.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć... - Robbie spuszcza wzrok na podłogę.
- Może od zwykłego "przepraszam"? - sugeruję.
- Masz rację. - chwyta moją dłoń. - Przepraszam Pyrena.
- Co dalej z nami? - pytam, patrząc mu w oczy.
- Nie wiem. To trudne. - odpiera.
Ma rację. To trudne. Znamy się krótko, niezbyt dobrze, ale stało się jak stało.
- Wiesz… Możemy spróbować stworzyć rodzinę, jeśli tylko będziesz chciał… - proponuję.
- To dobry pomysł, wiesz? Chciałbym być z Tobą tak jak nie byłem. Po prostu… Cała ta sytuacja z Jordanem w sklepie… Nie wiedziałem co myśleć. Poczułem się oszukany, zdradzony… Przepraszam, że nie chciałem Cię potem wysłuchać. Przepraszam. - szepta.
- Ja też przepraszam… Nie powinnam wtedy tego odwzajemnić, zwłaszcza wiedząc, że jesteś tam i coś miedzy nami iskrzy. - przybliżam się do niego.
- To twój były, niełatwo przecież zapomnieć. Jest okay. - mówi ściszonym głosem. 
- Ale chyba mi już przeszło… - dodaję ze śmiechem i delikatnie muskam jego wargi. - Kocham Cię, Robbie...

1 komentarz:

  1. Ale słodki rozdział! <3
    Ana tu wygrała życie - "Głupia dwubiegunowość" ;)
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń