Następnego dnia
postanawiam porozmawiać z Robbiem.
- Hej. - rzucam,
gdy tylko zauważam go w kuchni.
Chłopak nic nie
odpowiada.
- Robbie, hej! -
macham mu ręką przed twarzą, ale on dalej nie reaguje. - Ej! - szturam go w
bok.
- Rena, daj
spokój! - odpycha mnie i wraca do krojenia pomidora.
- O co Ci chodzi,
Picker? - pytam, siadając na blacie.
- O nic. Nie
widzisz, że jestem zajęty. - odburkuje i wrzuca warzywo do miski.
- Taaa, jasne. -
przewracam oczami. - O coś jednak chodzi, przyznaj... Wczorajsza sytuacja z
Jordanem, co? - kontynuuję.
- Nie i weź już
nie wymyślaj! - podnosi na mnie głos.
- Chciałam
pogadać, ale chyba się nie da. - stwierdzam i wychodzę.
Zamykam się w
swoim pokoju i kładę się na łóżku. Wpatruję się w sufit, rozmyślając o co tak
właściwie mu chodzi, a pojedyncze łzy spływają po moich policzkach. W pewnym
momencie do sypialni wchodzi Nia.
- O jeny, co jest?
- siostra szybko podchodzi mnie przytulić.
- Nic takiego.
Przejdzie mi. - zbywam ją. Nie chcę obarczać jej moimi sprawami.
- Okay, ale zawsze
jeśli coś się będzie działo, mów. Od tego tu jestem. - ociera moje łzy.
- Dziękuję. -
szeptam i uspokajam się przy niej.
Aż do soboty
codziennie próbuję przeprosić Robbiego, jednak na marne. Picker jest cholernie
uparty.
- Dziś wracają
rodzice... - oznajmia rano przy śniadaniu Nia.
- Przygotować
specjalną kolację, tak? - upewnia się chłopak.
- Dokładnie. -
przytakuje mu Ni.
Siedzę przy stole
i mieszam bezglutenowe płatki z mlekiem kokosowym i borówkami. O ile siostra ze
mną rozmawia, R traktuje mnie jak powietrze. Przy każdym pytaniu zwraca się
tylko do Nii i udaje, że nie słyszy, gdy coś do niego mówię.
Po posiłku siostra
wychodzi do sklepu, kupić dla rodziców jakiś drobny prezent, a ja zostaję aby
pomóc Robbiemu sprzątać.
- Czemu się tak
zachowujesz? - pytam, podczas zmywania naczyń.
- A co Cię to
obchodzi. Jutro już się nie zobaczymy. - odburkuje i odkłada talerz do szafki.
- Idiota. - rzucam
i podaję mu mokrą szklankę.
- Sama jesteś
idiotką. - odpowiada mi równie złośliwie.
- Nie wiem o czym
myślałam... I kiedy zacznę widzieć, że Ty i ja jesteśmy
zagwarantowani tylko do rozbicia i spłonięcia... - wzdycham, wycieram ręce
o uda i zostawiam go z tym wszystkim samego.
O co on się właściwie focha? Ja też nie wiem...
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra.