- Pyrena! - woła Jordan, więc ściągam okulary przeciwsłoneczne i spoglądam na niego.
- O co chodzi? -
pytam, przyglądając mu się uważnie.
- Muszę Ci coś
powiedzieć. - zaczyna z powagą.
- Co takiego? -
wstaję z leżaka i przechodzę nad brzegiem prawie pustego basenu. Jest w nim tak
płytko, bo Greenwald oszczędza na wodzie. Głupi muzyk.
- Jest taka
sprawa... Nie wiem jak Ci to przekazać... Ale... Musimy się rozstać. -
oznajmia.
Czuję, że zaczyna
brakować mi tlenu. Jak to ze mną zrywa?
- Ale Jordan...
Dlaczego? - pytam, próbując go złapać za dłoń jak kiedyś, ale odsuwa się.
Podłoże pode mną
jest śliskie, więc tracę równowagę i wpadam do basenu z pluskiem. Wynurzam się
i wyskakuję cała mokra.
To
jakbym nurkowała w płytkiej wodzie.
Rozglądam się
wokół. Chłopaka już nie ma, więc zabieram swoje okulary i kieruję się do domu,
gdzie przebieram się w suche ubrania, poprawiam make-up i rozczesuję różowe
włosy. Dalej do mnie nie dociera, że Jordan ze mną zerwał. Czyżby miał inną? Tą
z którą widziałam go jakiś czas temu? Nie wiem, ale zrobię wszystko aby się
dowiedzieć.
Jeszcze tego
samego dnia zmuszona jestem opuścić jego rezydencję i że skruszoną miną wrócić
do rodziców. Mama Ana, owszem, powiedziała, że to zawsze będzie mój dom, nawet
jak wyprowadzę się do ukochanego, ale ojciec Kenny... On zawsze miał swoje
odmienne zdanie. Wyprowadzisz się ~ spox, ale potem nie wracaj i nie płacz, że
z Tobą zerwał i Cię wyrzucił na bruk.
Pukam nieśmiało do
drzwi, które otwiera moja siostra Nia.
- Rena! - ściska
mnie mocno. - Dawno Cię nie było... Menadżer się o Ciebie pytał... - zagaduje
mnie od wejścia.
- Przepraszam.
Teraz już będę częściej. - odpieram i wciągam do korytarza walizki.
- Wracasz do nas?
- patrzy na mnie z nadzieją w oczach.
Jako starsza
siostra zawsze się o mnie martwiła, troszczyła i cholernie tęskniła za mną.
- Tak. Rozstaliśmy
się z Jordanem. - wyjaśniam i siadam w salonie.
- Ah, to
okropne... - wzdycha i siada obok. - Od zawsze wiedziałam, że Jordan to frajer.
- dodaje, a w tym momencie drzwi wejściowe otwierają się ponownie.
- Już jestem. -
oznajmia młody chłopak, przechodząc przez salon do kuchni z torbą pełną
zakupów.
- Kto to? - pytam
ściszonym głosem.
- To Robbie. Matka
go zatrudniła na czas wyjazdu z ojcem do Nowego Jorku jako gosposię. Zabawne,
nie? Facet-gosposia. - śmieje się pod nosem, podczas gdy Robbie wraca do
salonu.
- Zabiorę psy na
spacer, a potem ogarnę jakieś jedzenie na kolację. - bierze do ręki smycze.
- Pójdę z Tobą. Stęskniłam
się za tymi psiakami. - zrywam się z miejsca.
- Jak chcesz. -
podaje mi jedną ze smyczy. - Tak w ogóle to Robbie Picker jestem. - wyciąga do
mnie rękę.
- Pyrena Morze
Enea, ale raczej znają mnie jako Renę Lovelis. - ściskam jego dłoń i kucam do Sarabelli.
- No co mordko... - cmokam do psiaka i dopinam smycz do obroży. - Moja
malutka... Daj mamusi całuska. - nastawiam polik, a Sarabella oblizuje go.
- No, starczy już
tych czułości. Idziemy księżniczki. - Robbie przerywa nam jakże słodki moment.
Podnoszę się i
wychodzę jako pierwsza. Picker prowadzi na smyczach Edgara i Henry'ego. Idziemy
obok siebie, nawet nie rozmawiając. Chyba doskonale wyczuwa, że nie mam dziś na
to ochoty. Mam tylko nadzieję, że za kilka dni będzie lepiej i może się
zaprzyjaźnimy, bo wydaje się całkiem spoko człowiekiem.
---
Witam serdecznie!
Nowy FF - kolejny o ulubionej parze, czyli Robbiem i Renie!
Jest to tylko 11 rozdziałów, bez prologu i epilogu, ale to tak planowane.
Zapraszam codziennie o 8:00 aby poznać tę historię w całości.
XOXO
Wiki R5er
Hahaha Rena już od początku ma pod górkę ;)
OdpowiedzUsuńAle ten przystojny Picker...
Pozdrawiam i czekam co dalej.