3 ~ It’s like I’m trying to find an edge inside a padded room


Picker zabiera mnie do swojego domu. Proponuje posiłek, ale odmawiam. Siadamy na łóżku w jego sypialni na przeciwko siebie.
- Więc... Powiedz, co się dzieje. - zaczyna temat Robbie, chwytając moją dłoń.
- W sumie... Nie wiem. - odpieram i kładę się na poduszki, aby nie patrzeć na chłopaka. - Być może to chodzi o mojego byłego... Być może o coś innego... Nie wiem. - dodaję.
- Kochałaś go, a on Cię rzucił, tak? - zgaduje.
- Dokładnie. - przytakuję mu.
- Ale to nie jedyny powód dla którego masz taki nastrój... - stwierdza, kładąc się obok mnie.
- Może... - wzdycham, wpatrując się w sufit.
- Chodzi o mnie, tak? - pyta.
- Czemu tak uważasz? - odwracam się twarzą do niego.
- Twoja reakcja na mój widok i wypytywanie o moje relacje z Nią coś już sugerują... - wyjaśnia.
- Wróciłam po dłuższym czasie do domu i serio nie wiedziałam co się zmieniło... Zaskoczyłeś mnie. - prostuję.
- Nie chcia... - zaczyna, ale kładę mu palec na ustach.
- Zmieńmy temat. - proszę. Nie lubię mówić o sobie, naprawdę.
- Okay. - zgadza się i kładzie mi dłoń na biodrze.
Nie protestuję, choć niezbyt mi się to podoba.
- Opowiedz mi coś o sobie, swojej rodzinie... Wiesz... Tak ze szczegółami. - chcę wiedzieć wszystko.
- Więc tak... - zaczyna mówić wszystko od daty urodzin, przez szczegóły ze swojego dzieciństwa aż do teraz, gdy zaczął pracę w domu moich rodziców. Wyłapuję z tego co ważniejsze fakty i notuję w pamięci, aby w razie potrzeby mieć na niego haka, lecz ten jest zbyt grzeczny. Widzę, że jest szczery i nic nie zataja.
To jakbym szukała ostrza w wyścielonym poduszkami pokoju.
- Wiesz co, nie chcę mi się już rozmawiać. - oznajmiam po chwili ciszy.
- Okay. - odwraca się do mnie plecami. - Dobranoc.
- Ej, jakie dobranoc? - szturam go łokciem.
- A jakie nie-dobranoc? - burczy pod nosem.
- Weź no... Robbie... - zaczepiam go nosem po policzku, ale i na to nie reaguje. - Bo się obrażę...
- To się obrażaj. - rzuca i chowa twarz w poduszki.
- O nie! Nie pozwolę! - wskakuję mu na plecy i łaskoczę, jednak chłopak udaje, że wcale go to nie rusza.
Trzeba zastosować inne metody.
Przytulam się do jego pleców i całuję po karku i szyi. Czuję jak spina się pod wpływem mojego dotyku. Może i nie powinnam bawić się jego uczuciami, jednak od rozstania z Jordanem niezbyt obchodzą mnie uczucia innych.
- Przestań. - odpycha mnie i wstaje.
- Głupi jesteś, wiesz? - prycham.
- A Ty chyba nie rozumiesz... - odburkuje zły.
- Jak nie chcesz to nie. Idę do domu. - ruszam do wyjścia.
- A idź! - krzyczy i podnosi dłoń, ale nie uderza mnie.
- Nie chciałam kolejnego fuqboi'a, wiesz? Ale skoro sam sobie taką etykietę wybrałeś to spox. Twoja sprawa. - dodaję, naciskając na klamkę. 
W tym momencie Robbie chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie, a następnie odwraca twarzą i podnosi za uda do góry, wpijając w moje usta. Kładzie się ze mną na łóżku, a jego ręce wędrują pod moją bluzkę. Zarzucam mu ręce na szyję i oddaję rozkoszy jego pocałunków.

1 komentarz:

  1. Jaka ona jest natrętna! Nawet Robbiego tu bałamuci ;)
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń