2 ~ It’s like I’m jumping out a plane without a parachute


Po spacerze z psami i kolacji zrobione przez Robbiego Pickera, przebieram się w coś bardziej pasującego, robię mocniejszy make-up i wychodzę do klubu tam gdzie ostatnio widziałam Jordana z inną kobietą. Jest tu pełno ludzi, w powietrzu unosi się zapach alkoholu i dymu papierosowego. Kilka par tańczy na parkiecie, ale większość siedzi w boksach lub przy barze. Rozglądam się uważnie, w poszukiwaniu chłopaka albo tej kobiety. Jest piątkowy wieczór, czyli jak zwykle powinni spotkać się około dziewiątej.
Siadam na jednym z wolnych stołków i zamawiam u barmana drinka z mango i kiwi. Siedzę i obserwuję, mieszając w szklance słomką. Żadnych znajomych twarzy, tylko obcy ludzie i głośna muzyka. Zdecydowanie unikam takich miejsc jeśli wychodzę sama, jednak dziś musiałam zrobić wyjątek.
Po dwóch mocnych drinkach, a z trzecim w ręce, postanawiam ruszyć na parkiet. Wymijam kilkoro wstawionych już osób i wtedy zauważam Jordana. Tańczy z średniego wzrostu, ciemnowłosą dziewczyną w krótkiej, obcisłej sukience. Zatrzymuję się, a szklanka wypada mi z ręki i rozbija w drobny mak. Wszystkie oczy kierują się w moją stronę, oprócz jego. Szeptam ciche "przepraszam" i kieruję się do toalet. Zamykam się w jednej z kabin i biorę kilka głębokich wdechów. Jest mi niedobrze. Musiałam za dużo wypić. Zwracam cała zawartość żołądka i od razu jest mi lepiej. Decyduję się wrócić na salę, gdzie znów spostrzegam Jordana. Siedzi przy jednym ze stolików i obściskuje się z tą dziewczyną. Wracam do baru, skąd mam na nich dobry widok.
Mija sporo czasu, zanim ruszają się miejsca i opuszczają klub. Odczekuję krótki moment i ostrożnie idę za nimi. Śledzę ich całą drogę aż do domu Greenwalda. Tam zakradam się od drugiej strony przez ogród, korzystając ze skrótów opracowanych za czasów, gdy to był też mój dom. Chowam się za większymi meblami, aż ostatecznie za zasłoną w sypialni. Przez ciemny materiał w nieoświetlonym pomieszczeniu niewiele widzę, ale za to słyszę.
Czuję się zagrożona.
To jakbym skakała z samolotu bez spadochronu.
Kochankowie są nieświadomi mojej obecności i idą na całość. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, iż sąsiedzi też ich słyszą.
Dopiero gdy zapada cisza, wyglądam zza zasłony. Leżą obok siebie i śpią. Powolnym krokiem opuszczam najpierw pokój, potem dom. Spoglądam ostatni raz na posesję i ruszam w stronę domu. To zakończony rozdział w moim życiu. No more fuqboi.
W drodze do domu spotykam Robbiego.
- Rena, sama o takiej porze? - pyta.
- Wracam z imprezy, co w tym takiego dziwnego. - odpieram i idę dalej.
- Nic, po prostu nie powinnaś chodzić tak sama po nocy. Chodź, odprowadzę Cię. - chwyta mnie za rękę.
- Nie trzeba, sama dam radę. - nie zgadzam się. Nie chcę, aby przypadkiem ktoś mnie zauważył i niesłuszne oskarżył o zdradę Jordana. Żadne z nas jeszcze nic oficjalnie nie napisało na social media, więc lepiej uważać.
- Nie ma żadnego "nie". Odprowadzę Cię i koniec. - obejmuje mnie ramieniem i rusza w kierunku mojego domu.
- Wiesz, lepiej nie. Co na to Nia? - zatrzymuję się nagle i strącam jego rękę.
- Co Nia? Martwisz się co twoja siostra sobie pomyśli? Serio? - spogląda na mnie nieco zaskoczony, nieco poirytowany.
- Przecież... Przecież... Jesteście razem, co nie? - patrzę mu prosto w oczy.
Nia nazwała go gosposią, zapewne tylko, aby nie było mi przykro, że Jordan ze mną zerwał, a ona kogoś ma. Jego ma.
- Co? No co Ty... Ja tylko jestem tam na tydzień, jak nie ma waszych rodziców. - wyjaśnia, a ja otwieram usta ze zdziwienia.
- Czyli jesteś wolny... - stwierdzam.
- Dokładnie. Chociaż... Moje serce już jest zajęte. - potwierdza, jednak nasuwa kolejną tajemnicę.
- Ah... - wzdycham i odwracam się od niego.
Nie mam u niego szans, to jasne.
- Rena, masz może ochotę porozmawiać? Widzę, że coś się dzieje. - zatrzymuje mnie. 
- Czemu nie. Ale lepiej, żeby Nia o tym nie wiedziała. - posyłam mu nikły uśmiech i pozwalam, aby otoczył mnie ramieniem i zabrał do swojego domu.

1 komentarz:

  1. Ta Rena to wariatka! Chować się komuś za zasłoną... Ale dobrze, że spotkała Pickera. On chyba jest ogarnięty...
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń