Picker zabiera
mnie do swojego domu. Proponuje posiłek, ale odmawiam. Siadamy na łóżku w jego
sypialni na przeciwko siebie.
- Więc... Powiedz,
co się dzieje. - zaczyna temat Robbie, chwytając moją dłoń.
- W sumie... Nie
wiem. - odpieram i kładę się na poduszki, aby nie patrzeć na chłopaka. - Być
może to chodzi o mojego byłego... Być może o coś innego... Nie wiem. - dodaję.
- Kochałaś go, a
on Cię rzucił, tak? - zgaduje.
- Dokładnie. -
przytakuję mu.
- Ale to nie jedyny
powód dla którego masz taki nastrój... - stwierdza, kładąc się obok mnie.
- Może... -
wzdycham, wpatrując się w sufit.
- Chodzi o mnie,
tak? - pyta.
- Czemu tak
uważasz? - odwracam się twarzą do niego.
- Twoja reakcja na
mój widok i wypytywanie o moje relacje z Nią coś już sugerują... - wyjaśnia.
- Wróciłam po
dłuższym czasie do domu i serio nie wiedziałam co się zmieniło... Zaskoczyłeś
mnie. - prostuję.
- Nie chcia... -
zaczyna, ale kładę mu palec na ustach.
- Zmieńmy temat. -
proszę. Nie lubię mówić o sobie, naprawdę.
- Okay. - zgadza
się i kładzie mi dłoń na biodrze.
Nie protestuję,
choć niezbyt mi się to podoba.
- Opowiedz mi coś
o sobie, swojej rodzinie... Wiesz... Tak ze szczegółami. - chcę wiedzieć
wszystko.
- Więc tak... -
zaczyna mówić wszystko od daty urodzin, przez szczegóły ze swojego dzieciństwa
aż do teraz, gdy zaczął pracę w domu moich rodziców. Wyłapuję z tego co
ważniejsze fakty i notuję w pamięci, aby w razie potrzeby mieć na niego haka,
lecz ten jest zbyt grzeczny. Widzę, że jest szczery i nic nie zataja.
To
jakbym szukała ostrza w wyścielonym poduszkami pokoju.
- Wiesz co, nie
chcę mi się już rozmawiać. - oznajmiam po chwili ciszy.
- Okay. - odwraca
się do mnie plecami. - Dobranoc.
- Ej, jakie
dobranoc? - szturam go łokciem.
- A jakie
nie-dobranoc? - burczy pod nosem.
- Weź no...
Robbie... - zaczepiam go nosem po policzku, ale i na to nie reaguje. - Bo się
obrażę...
- To się obrażaj.
- rzuca i chowa twarz w poduszki.
- O nie! Nie
pozwolę! - wskakuję mu na plecy i łaskoczę, jednak chłopak udaje, że wcale go
to nie rusza.
Trzeba zastosować
inne metody.
Przytulam się do
jego pleców i całuję po karku i szyi. Czuję jak spina się pod wpływem mojego
dotyku. Może i nie powinnam bawić się jego uczuciami, jednak od rozstania z
Jordanem niezbyt obchodzą mnie uczucia innych.
- Przestań. -
odpycha mnie i wstaje.
- Głupi jesteś,
wiesz? - prycham.
- A Ty chyba nie
rozumiesz... - odburkuje zły.
- Jak nie chcesz
to nie. Idę do domu. - ruszam do wyjścia.
- A idź! - krzyczy
i podnosi dłoń, ale nie uderza mnie.
- Nie chciałam
kolejnego fuqboi'a, wiesz? Ale skoro sam sobie taką etykietę wybrałeś to spox.
Twoja sprawa. - dodaję, naciskając na klamkę.
W tym momencie
Robbie chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie, a następnie odwraca twarzą i
podnosi za uda do góry, wpijając w moje usta. Kładzie się ze mną na łóżku, a
jego ręce wędrują pod moją bluzkę. Zarzucam mu ręce na szyję i oddaję rozkoszy
jego pocałunków.