11 ~ And thinking it’ll turn out different it did before


*kilka miesięcy później*

- Cześć kochanie. - Robbie cmoka mnie w policzek. - Jak się czujesz?
- Jest dobrze. - odpieram z uśmiechem.
- To świetnie. Niedługo będzie z nami maluszek, a potem ślub... Nie mogę się już doczekać. - cmoka mnie w brzuszek.
Przez ostatnie miesiące stał się bardzo opiekuńczy i naprawdę nas pokochał. Moi rodzice jednak nie wiedzą o tym, że jesteśmy razem, gdyż matka tego nie akceptuje. Gdy ostatnio zobaczyła nasze wspólne zdjęcie w gazecie, powiedziała Nii wiele niezbyt miłych słów o nas, które siostra potem mi przekazała.
"I myślą, że będzie inaczej niż było poprzednio" - to jedno zdanie powtórzyła najczęściej.
- O czym tak myślisz, kochanie? - pyta ukochany.
- O tym co się wydarzyło... Wiele się zmieniło... - odpowiadam i wtulam się w niego.
- Ale chyba jest lepiej, co nie? Kochamy się, będziemy razem szczęśliwi... - szepta mi do ucha.
Ma rację. Będziemy szczęśliwi mimo wszystko. Na ten moment mamy zamiar powoli przekonywać moich rodziców, że Robbie jest wspaniałym człowiekiem, naprawdę nas kocha i będzie dobrym mężem i ojcem.
- Kocham Cię... - czule całuję chłopaka.
- Kocham Cię... - odpowiada mi tym samym. 
"Kocham Cię" - te dwa słowa zostaną pomiędzy nami już na zawsze.

---
I to już koniec "When will I learn...". Mam nadzieję, że się podobało.
Nie wiem kiedy, o kim i czy będzie kolejny FF, jednak jeśli coś się pojawi natychmiast powiadomię.
XOXO
Wiki R5er 

10 ~ They say insanity is doing what you’ve done before


Podczas śniadania rozlega się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - oznajmia tata i rusza korytarzem. - To znowu Ty!? - wydaje się zaskoczony.
Wyglądam zza rogu i zauważam Pickera. Ich spotkanie nie skończy się dobrze.
- Przyniosłem tylko klucze. - odpiera, podając mu przedmiot.
- Tylko... Tylko... - burczy ojciec pod nosem. - Mógłbyś się raczej zainteresować swoim dzieckiem, a nie! - policzkuje go.
Nie mogę już tego znieść, więc robię krok do przodu.
- Dość tato. - kładę mu rękę na ramieniu. - Myślę, że to sprawa tylko pomiędzy mną a Robbiem. - dodaję i spoglądam na chłopaka.
- Rena ma rację. - wtrąca się Nia.
- Jak zawsze... A potem ryczy po nocach. - tata jest uparty.
- Nie wiem czy to miałoby sens. - mama staje na środku. - Jesteś nic nie wartym śmieciem, wiesz? Nie zasługujesz na nic, więc odejdź. - popycha Robbiego do wyjścia.
- Mamo! - oburzam się i chwytam Pickera za rękę.
- Nie Pyrena. Odpuść go sobie. - odsuwa mnie od niego. - Powinnam Cię była wczoraj zabić, ale nie... Głupia dwubiegunowość akurat miała ochotę na bycie miłą. Nigdy nie przestanę tego żałować! - wyrywa z dłoni Kenny'ego klucze.
- Wiesz co sąsiedzi o nas mówią? - Nia staje pomiędzy rodzicami, a mną trzymającą Robbiego. - Mówią, szaleństwo robi to co skończyłaś wcześniej...
- O co jej chodzi? - szepta mi na ucho Picker.
- Nasza matka jest chora psychicznie i zdarza się, że zachowuje się głupio. Już raz próbowała zabić kogoś... Właściwie, to chłopaka Nii. Obiecała, że z tym kończy, że będzie się leczyć, ale jest coraz gorzej... Dlatego tak mówią. - wyjaśniam mu szeptem, podczas gdy siostra próbuje uspokoić rodziców. - Wiesz, lepiej będzie jeśli wyjdziemy gdzieś indziej porozmawiać. - proponuję.

Chwilę później siedzimy w salonie chłopaka, popijając ciepłą ziołową herbatę.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć... - Robbie spuszcza wzrok na podłogę.
- Może od zwykłego "przepraszam"? - sugeruję.
- Masz rację. - chwyta moją dłoń. - Przepraszam Pyrena.
- Co dalej z nami? - pytam, patrząc mu w oczy.
- Nie wiem. To trudne. - odpiera.
Ma rację. To trudne. Znamy się krótko, niezbyt dobrze, ale stało się jak stało.
- Wiesz… Możemy spróbować stworzyć rodzinę, jeśli tylko będziesz chciał… - proponuję.
- To dobry pomysł, wiesz? Chciałbym być z Tobą tak jak nie byłem. Po prostu… Cała ta sytuacja z Jordanem w sklepie… Nie wiedziałem co myśleć. Poczułem się oszukany, zdradzony… Przepraszam, że nie chciałem Cię potem wysłuchać. Przepraszam. - szepta.
- Ja też przepraszam… Nie powinnam wtedy tego odwzajemnić, zwłaszcza wiedząc, że jesteś tam i coś miedzy nami iskrzy. - przybliżam się do niego.
- To twój były, niełatwo przecież zapomnieć. Jest okay. - mówi ściszonym głosem. 
- Ale chyba mi już przeszło… - dodaję ze śmiechem i delikatnie muskam jego wargi. - Kocham Cię, Robbie...

9 ~ It’s like the wheel inside my head is working in reverse


Budzę się w środku nocy i nie wiem co dalej robić. Nie czuję się zmęczona na tyle, aby kontynuować spanie, ale też nie mam ochoty ruszyć się poza łóżko. Biorę do ręki telefon i piszę SMS-a do Robbiego.
"Hej Robbie.
Przepraszam, że tak się stało. Powinieneś dowiedzieć się pierwszy."
Zatrzymuję się na chwilę.
"A z resztą, czy w ogóle powinieneś wiedzieć." - podsuwa mi mózg, ale tego nie zapisuję.
"Możesz być pewny moich słów, gdyż z Jordanem nic mnie już nie łączy. I nigdy to nie było nic więcej niż pocałunek."
Mrugam kilka razy oczami. Owszem, byliśmy razem, ale nigdy nie tak jak powinniśmy.
"Chociaż nadal go kocham, to my musimy być razem." - dopisuję, ale po chwili kasuję ten fragment.
"Kocham Cię i chce spróbować zaznać prawdziwej miłości przy Tobie. Proszę, nie gniewaj się już i odpisz."
Kilkam wyślij i odkładam na bok urządzenie. Kładę się na boku, przymykam oczy, ale nie mogę zasnąć. Kręcę się z boku na bok i ciągle myślę o wiadomości wysłanej do Pickera. Czytam ją jeszcze raz i znów nasuwają mi się te same myśli.
To jakby kierownica w mojej głowie pracowała odwrotnie.
Pokochałam Robbiego całym sercem, a mózg upiera się, że nie. Pogodziłam się z rozstaniem, ale ciągle myślę co by było gdybyśmy się z Jordanem zeszli.
Wstaję, obchodzę cały pokój i przysiadam na brzegu łóżka. W tym momencie rozlega się dźwięk SMS-a.
"Re, jest późno. Proszę porozmawiajmy jutro, na spokojnie. Przyjadę oddać twojej mamie zapasowe klucze, to się spotkamy. Śpij dobrze, mała weganko :*"
Uśmiecham się lekko. Dodał na końcu emotikon całuska, więc może jednak coś czuje.
- Kocha Cię, zrozum to. - mówię sama dla siebie, przytulając telefon do serca.
Chwilę później spokojnie zasypiam.

Otwieram oczy i spoglądam na zegar. Jest chwilę po 8. Wstaję i od razu zaglądam do szafy. Wybieram krótkie spodenki, a do tego luźną koszulkę i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic, kręcę włosy na lokówkę i robię make-up. Chcę wyglądać dobrze, kiedy przyjdzie Robbie.
Schodzę do kuchni, gdzie cała rodzina siedzi już przy stole i je.
- Hej Rena! - woła Nia, jak tylko mnie zauważa. - Przygotowałam Ci vege-bułeczki i sałatkę warzywną oraz sok ze świeżych owoców.
- Dziękuję. - uśmiecham się do niej i siadam obok.
- Widzę, że już Ci lepiej... - zaczyna mama. - Tak ślicznie dziś wyglądasz... - dodaje, zaczesując mi opadający lokowany włos za ucho.
- Zdecydowanie lepiej. I dzięki. To dla kogoś specjalnego. - odpowiadam i zaczynam jeść.
W tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - oznajmia tata i rusza korytarzem. - To znowu Ty!? - wydaje się zaskoczony. 
Wyglądam zza rogu i zauważam Pickera. Ich spotkanie nie skończy się dobrze.

8 ~ It’s like I’m walking into traffic without looking first


Rodzice przybywają do domu około 6 PM, co jest idealną porą na kolację. Zasiadamy wszyscy do stołu wraz z Robbiem i jemy przygotowany przez niego posiłek.
- Jak minęła wycieczka? - pytam mamę.
- Dobrze. Miło było znów zobaczyć Nowy Jork. - odpowiada.
- Zobaczyć Nowy Jork? Chyba wykupić prawie wszystko z prawie wszystkich sklepów. - wtrąca tata.
- Oh Kenny, ale i tak mnie kochasz... - kładzie głowę na jego ramieniu.
- A mam wybór, Ana? - odpiera.
- Oczywiście, że nie. - cmoka go w policzek. - A jak tam Wam minął czas? - spogląda na mnie i Nię.
- Wszystko okay. - uśmiecha się siostra.
- Oczywiście, że wszystko było okay. Zająłem się domem i ogrodem tak jak kazaliście. - dodaje Robbie.
- Ah, a Ty, Pyrena? - ojciec spogląda na mnie z troską.
- Nie okay. Jordan ze mną zerwał, Robbie się na mnie obraził... A do tego jeszcze dowiedziałam się, że jestem w ciąży. - wyrzucam z siebie wszystko.
- Ale z kim? - mama od razu chwyta moją dłoń i patrzy prosto w oczy.
- Z... Z... Z Robbiem. - wyznaję.
To jakbym przechodziła przez ulicę bez rozejrzenia się najpierw.
Raz, że niebezpieczne, bo Picker o tym nie słyszał. Dwa, że to ojciec dziecka powinien wiedzieć pierwszy, a nie wszyscy od razu.
- Co? - Robbie zrywa się z miejsca. - Co!? Rena!
- Ciszej. - proszę i niepewnie podnoszę na niego wzrok. - Przepraszam. - szeptam i wstaję od stołu. Straciłam jakoś apetyt.
Zamykam się w swojej sypialni i nie wpuszczam nikogo, choć Nia nieustannie dobija się do drzwi. Kładę się na łóżku, chowam twarz w poduszki i pozwalam łzom spokojnie spływać. Z parteru dobiegają do mnie stłumione krzyki moich rodziców i Robbiego.
- Powinieneś wziąć odpowiedzialność za dziecko, a nie wszystkiego się wypierać! - wrzeszczy mój ojciec, a po chwili rozlega się głośny huk. Zapewne uderzył Robbiego.
Słyszalne jest kilka siarczystych przekleństw i odgłosów szarpaniny, aż w końcu ktoś trzaska drzwiami wyjściowymi i zapada cisza.
- Będzie dobrze, Re. Wpuść nas tylko. - mama spokojnym głosem prosi zza drzwi.
- Nie chcę rozmawiać. - oznajmiam.
- Nie chcesz rozmawiać, okay. Ale nie odtrącaj nas. Myślę, że przytulenie Ci pomoże... - Nia także próbuje jakoś do mnie dotrzeć. 
- Nie. Dajcie mi spokój. - mówię oschle i nie reaguję na ich późniejsze prośby i pytania.

7 ~ Start to see, that you and me are only guaranteed to crash and burn


Następnego dnia postanawiam porozmawiać z Robbiem.
- Hej. - rzucam, gdy tylko zauważam go w kuchni.
Chłopak nic nie odpowiada.
- Robbie, hej! - macham mu ręką przed twarzą, ale on dalej nie reaguje. - Ej! - szturam go w bok.
- Rena, daj spokój! - odpycha mnie i wraca do krojenia pomidora.
- O co Ci chodzi, Picker? - pytam, siadając na blacie.
- O nic. Nie widzisz, że jestem zajęty. - odburkuje i wrzuca warzywo do miski.
- Taaa, jasne. - przewracam oczami. - O coś jednak chodzi, przyznaj... Wczorajsza sytuacja z Jordanem, co? - kontynuuję.
- Nie i weź już nie wymyślaj! - podnosi na mnie głos.
- Chciałam pogadać, ale chyba się nie da. - stwierdzam i wychodzę.
Zamykam się w swoim pokoju i kładę się na łóżku. Wpatruję się w sufit, rozmyślając o co tak właściwie mu chodzi, a pojedyncze łzy spływają po moich policzkach. W pewnym momencie do sypialni wchodzi Nia.
- O jeny, co jest? - siostra szybko podchodzi mnie przytulić.
- Nic takiego. Przejdzie mi. - zbywam ją. Nie chcę obarczać jej moimi sprawami.
- Okay, ale zawsze jeśli coś się będzie działo, mów. Od tego tu jestem. - ociera moje łzy.
- Dziękuję. - szeptam i uspokajam się przy niej.

Aż do soboty codziennie próbuję przeprosić Robbiego, jednak na marne. Picker jest cholernie uparty.
- Dziś wracają rodzice... - oznajmia rano przy śniadaniu Nia.
- Przygotować specjalną kolację, tak? - upewnia się chłopak.
- Dokładnie. - przytakuje mu Ni.
Siedzę przy stole i mieszam bezglutenowe płatki z mlekiem kokosowym i borówkami. O ile siostra ze mną rozmawia, R traktuje mnie jak powietrze. Przy każdym pytaniu zwraca się tylko do Nii i udaje, że nie słyszy, gdy coś do niego mówię.
Po posiłku siostra wychodzi do sklepu, kupić dla rodziców jakiś drobny prezent, a ja zostaję aby pomóc Robbiemu sprzątać.
- Czemu się tak zachowujesz? - pytam, podczas zmywania naczyń.
- A co Cię to obchodzi. Jutro już się nie zobaczymy. - odburkuje i odkłada talerz do szafki.
- Idiota. - rzucam i podaję mu mokrą szklankę.
- Sama jesteś idiotką. - odpowiada mi równie złośliwie. 
- Nie wiem o czym myślałam... I kiedy zacznę widzieć, że Ty i ja jesteśmy zagwarantowani tylko do rozbicia i spłonięcia... - wzdycham, wycieram ręce o uda i zostawiam go z tym wszystkim samego.

6 ~ To turn my back and say goodbye


Kolejnego dnia wybieram się na zakupy z Pickerem.
- Poczekaj chwilę... - Robbie zostawia mnie z koszykiem i sam idzie zważyć pomidory.
- Rena! - Greenwald zauważa mnie między regałami i macha.
- Czego chcesz? - pytam oschle.
- Przepraszam. - mówi i chwyta moją dłoń. - Jestem idiotą i tyle. - dodaje i próbuje mnie pocałować, ale w tym momencie wraca Robbie.
- To już koniec. - odpieram i spoglądam na chłopaka.
- Oj Rena... Wiem, że nadal mnie kochasz... - kontynuuje, więc Picker zabiera koszyk i rusza dalej beze mnie.
- Wiesz... Chyba jednak już nie. - odpowiadam, nerwowo patrząc gdzie zniknął R.
- Przekonamy się, co? - wpija się w moje usta.
Zarzucam mu ręce na szyję i odwzajemniam to. Nie powinnam, zwłaszcza po tym co wydarzyło się między mną a Robbiem, ale nadal mam słabość do Jordana.
- Muszę iść. - rzucam i idę przed siebie.
- Jordan, to była ta twoja Pyrena? - słyszę jeszcze głos jego matki, ale brak mi odwagi, aby odwrócić się i powiedzieć żegnaj.
Odnajduję Robbiego dopiero przy kasie.
- Zapłacę. - oznajmiam, chwytając jego dłoń.
- Nie musisz. Spox. - odsuwa mnie.
Musiał obrazić się za tą scenę z Jordanem. Szkoda mi go. Zajął ważne miejsce w moim sercu.
- I tak to zrobię. - wyciągam kartę i jeszcze za nim kasjerka podaje kwotę, przysuwam ją bliżej terminala.

Przez resztę dnia Robbie stara się mnie unikać. Sprząta w ogrodzie efekty wczorajszej burzy, czyści mieszkanie czy gotuje, ale nie odzywa się ani słowem. Ignoruje mnie, bo zapewne uważa, że tak będzie mu łatwiej.
- Mam już tego dość. - wzdycham, a Nia patrzy na mnie.
- Ale czego? - dopytuje.
- Tej cholernej sytuacji z Jordanem. Przepraszał i znów coś jest nie tak. - wyjaśniam.
- Wróciliście do siebie? - pyta niepewnie.
- Nie, absolutnie. Tylko ktoś na kim zaczęło mi zależeć, obraził się o to co się stało w sklepie.
- A co się stało? Robbie o niczym nie mówił, że kogoś spotkaliście... - drąży temat.
- Bo... To jego zraniłam. - przyznaję się.
To jak postępuję jest okropne.
- Powinniście porozmawiać, wiesz? - delikatnie dotyka mojej dłoni. - Póki nie jest za późno. - dodaje szeptem. 
Ma rację. Powinnam. I zrobię to.

5 ~ It’s never just a kiss goodnight


Po pocałunku w ogrodzie cały dzień patrzymy na siebie z Robbiem.
- Uuuuuu... Chyba ktoś się zakochał... - rzuca Nia przy kolacji.
- No co Ty... Na pewno nie. - odpieram, mieszając widelcem na talerzu.
Sałatka pseudo-vege zrobiona przez Pickera wcale mi nie smakuje. Być może dlatego, że dodał do niej kurczaka, którego potem ręcznie wyciągał mi z talerza, co było w sumie urocze. Stara się. Chyba jednak Nia ma rację. Ktoś się zakochał - oczywiste, że musiała myśleć o Robbiem. Chciałabym aby tak było. Czuję, że brakuje mi właśnie kogoś takiego jak on.... Kogoś kto zastąpił by Greenwalda, a nawet był lepszy.
- A może jednak tak. - wtrąca chłopak.
- Wiedziałam! - Ni klaska w dłonie z radości. - Pasujecie do siebie. - dodaje i wstaje od stołu. - Idę pozmywać. - zabiera brudne naczynia i znika.
Zostajemy sami. Panujaca cisza jest trochę niezręczna.
- Wiesz... Słyszałem, że w nocy ma być okropna burza... - zaczyna w końcu. - I to taka jakiej dawno nie było... Silny wiatr, wielka ulewa, ciągle błyski i grzmoty... Taka niebezpieczna. - dorzuca.
- No... Ja też o tym słyszałam... Myślisz, że serio? - spoglądam na niego.
- Nie wiem, ale... Boisz się? - pyta.
- Nie chcesz wiedzieć jak... - przyznaję.
- Mam z Tobą zostać? - proponuje.
- Byłoby... Hmm... Miło? - odpowiadam nieco pytająco. - Zostań. - dodaje po chwili.
Chcę go blisko, naprawdę chcę.
- Więc okay. - uśmiecha się szeroko.

Po kolacji biorę szybki prysznic i kładę się do łóżka. Robbie przyłącza się chwilę później.
- O co? - pyta, obejmując mnie ramieniem w talii.
- Nic. Spróbuję zasnąć. - wtulam się w niego mocno.
W tym momencie za oknem niebo rozcina błyskawica, rozświetlając całą sypialnię, a po sekundzie rozlega się głośny i długi grzmot. Zjawisko powtarza się coraz częściej.
Chowam twarz w Robbiego i zamykam oczy. Czuję jak serce wali mi ze strachu.
- Nie bój się, mała weganko. - gładzi moje plecy. - Spróbuj zasnąć... - dodaje szeptem i cmoka mnie w czoło.
Kiedy się nauczę, to nigdy nie jest tylko pocałunek na dobranoc.
Poprzedniej nocy było ich więcej i były pełne miłości. Ten także nie jest taki zwykły. W sercu Robbiego jest jakieś uczucie do mnie, jestem tego prawie pewna.
- Postaram się. - szeptam także, muskam wargami jego polik i przytulam się do niego.
Picker trzyma mnie w ramionach, tłumiąc nieco dźwięki burzy. Nuci cicho pod nosem jakąś spokojną melodię znaną mi z radia. To połączenie sprawia, że powieki same mi się zamykają i udaje mi się w krótkim czasie zasnąć.

4 ~ Like taking twenty shots and thinking I’m not gonna puke


Budzę się naga w ramionach Robbiego. Noc była naprawdę gorąca i namiętna.
Wstaję, ubieram się i schodzę do kuchni. Zaglądam do lodówki, a z racji iż nie znajduję nic wegańskiego, wybieram się do swojego domu bez pożegnania. Wolałabym zapomnieć o tym co się między nami wydarzyło. Nie powinnam tak krótko po rozstaniu, robić tego z innym facetem. Mam wyrzuty sumienia.

W domu czeka Nia.
- Gdzie byłaś całą noc? - pyta, gdy tylko mnie zauważa.
- Na imprezie. Musiałam zapomnieć. - odpieram i wymijam ją.
Jedyne o czym teraz marzę to długa kąpiel.
- Ah... Ale tak długo? - nie daje za wygraną.
- No... Tak. - kłamię i znikam w swojej sypialni.
Zabieram czyste rzeczy do przebrania i kieruję do łazienki. Napełniam wannę po brzegi wodą z płynem kokosowym i siadam do niej. Ciepła ciecz i aromatyczny zapach otulają mnie. Przymykam oczy, biorę kilka głębokich wdechów, próbując zapomnieć o Robbiem, jednak mózg ciągle podsuwa mi sceny minionej nocy. Podnoszę powieki i wpatruję się tępo w ścianę wyłożoną kafelkami.
- Nie możesz go kochać... Nie możesz... - powtarzam sobie, lecz to tak samo niemożliwe jak wypicie 20 shotów i myślenie, że nie będę wymiotować, skoro już po dwóch drinkach jest mi niedobrze.
Wychodzę z wanny po dłuższej chwili i okrywam ciało ręcznikiem. Wpatruję się w swoje odbicie w lustrze, dopóki Nia nie zaczyna dobijać się do drzwi.
- Rena, wszystko okay? - słyszę troskę w jej głosie.
- Tak, tak. Już wychodzę. - odpowiadam i zaczynam ubierać się.
Rozczesuję włosy i wychodzę. Uśmiecham się do siostry, mijając ją po drodze do kuchni. Wyciągam swoją ulubioną vege-sałatkę, a do szklanki nalewam soku z rubinowego grapefruita. Zaczynam jeść śniadanie, podczas gdy Ni zmywa naczynia. Muzyka grana w radiu jest jedynym dźwiękiem pośród ciszy. Czyżby domyśliła się, co zaszło pomiędzy mną a Robbiem? Chyba nie, bo skąd...
- Skosić też trawę? - Picker nagle staje w drzwiach ogrodowych z wielkim sekatorem.
- Jak chcesz. - odpowiada Nia i odkłada na bok ręcznik. - Pozmywałam, więc będziesz miał mniej pracy. - dodaje i zostawia nas samych.
Odwracam wzrok w drugą stronę. Z jednej strony nie obchodzi mnie to co on czuje, bo wszyscy faceci są tacy sami... Jednak z drugiej strony..., jest mi wstyd, że byłam taka łatwa. Za szybko, zdecydowanie za szybko.
- Rena, jesteś o coś zła? - przerywa ciszę, aż upuszczam widelec, który z brzdękiem uderza o posadzkę.
- Nie, no co Ty... Niby o co? Nic takiego przecież się nie stało... - zbywam go.
- Okay. Tylko tak pytałem. - wycofuje się do ogrodu.
Wstaję od stołu, podnoszę widelec z podłogi, obmywam go i wracam do posiłku. To będzie długi dzień.

Około godziny 11, udaję się do ogrodu, aby trochę odpocząć. Kładę się na leżaku i przymykam oczy, gdy nagle czuję na sobie coś zimnego i mokrego. Szybko podrywam się z miejsca i zauważam Robbiego z wężem ogrodowym. - Sorry Re! - woła. Podbiegam do niego wściekła i wskakuję mu na plecy, aż przewala się na ziemię. Zimna woda zmacza nas całkowicie. - Idiota! - burczę pod nosem. - Wariatka! - odpiera i zaczyna mnie łaskotać. - Prze...stań.... - proszę, nie mogąc przestać się śmiać. - Ewentualnie przestanę... Ale tylko ewentualnie. - kładzie dłonie na moich biodrach i czule całuje.

3 ~ It’s like I’m trying to find an edge inside a padded room


Picker zabiera mnie do swojego domu. Proponuje posiłek, ale odmawiam. Siadamy na łóżku w jego sypialni na przeciwko siebie.
- Więc... Powiedz, co się dzieje. - zaczyna temat Robbie, chwytając moją dłoń.
- W sumie... Nie wiem. - odpieram i kładę się na poduszki, aby nie patrzeć na chłopaka. - Być może to chodzi o mojego byłego... Być może o coś innego... Nie wiem. - dodaję.
- Kochałaś go, a on Cię rzucił, tak? - zgaduje.
- Dokładnie. - przytakuję mu.
- Ale to nie jedyny powód dla którego masz taki nastrój... - stwierdza, kładąc się obok mnie.
- Może... - wzdycham, wpatrując się w sufit.
- Chodzi o mnie, tak? - pyta.
- Czemu tak uważasz? - odwracam się twarzą do niego.
- Twoja reakcja na mój widok i wypytywanie o moje relacje z Nią coś już sugerują... - wyjaśnia.
- Wróciłam po dłuższym czasie do domu i serio nie wiedziałam co się zmieniło... Zaskoczyłeś mnie. - prostuję.
- Nie chcia... - zaczyna, ale kładę mu palec na ustach.
- Zmieńmy temat. - proszę. Nie lubię mówić o sobie, naprawdę.
- Okay. - zgadza się i kładzie mi dłoń na biodrze.
Nie protestuję, choć niezbyt mi się to podoba.
- Opowiedz mi coś o sobie, swojej rodzinie... Wiesz... Tak ze szczegółami. - chcę wiedzieć wszystko.
- Więc tak... - zaczyna mówić wszystko od daty urodzin, przez szczegóły ze swojego dzieciństwa aż do teraz, gdy zaczął pracę w domu moich rodziców. Wyłapuję z tego co ważniejsze fakty i notuję w pamięci, aby w razie potrzeby mieć na niego haka, lecz ten jest zbyt grzeczny. Widzę, że jest szczery i nic nie zataja.
To jakbym szukała ostrza w wyścielonym poduszkami pokoju.
- Wiesz co, nie chcę mi się już rozmawiać. - oznajmiam po chwili ciszy.
- Okay. - odwraca się do mnie plecami. - Dobranoc.
- Ej, jakie dobranoc? - szturam go łokciem.
- A jakie nie-dobranoc? - burczy pod nosem.
- Weź no... Robbie... - zaczepiam go nosem po policzku, ale i na to nie reaguje. - Bo się obrażę...
- To się obrażaj. - rzuca i chowa twarz w poduszki.
- O nie! Nie pozwolę! - wskakuję mu na plecy i łaskoczę, jednak chłopak udaje, że wcale go to nie rusza.
Trzeba zastosować inne metody.
Przytulam się do jego pleców i całuję po karku i szyi. Czuję jak spina się pod wpływem mojego dotyku. Może i nie powinnam bawić się jego uczuciami, jednak od rozstania z Jordanem niezbyt obchodzą mnie uczucia innych.
- Przestań. - odpycha mnie i wstaje.
- Głupi jesteś, wiesz? - prycham.
- A Ty chyba nie rozumiesz... - odburkuje zły.
- Jak nie chcesz to nie. Idę do domu. - ruszam do wyjścia.
- A idź! - krzyczy i podnosi dłoń, ale nie uderza mnie.
- Nie chciałam kolejnego fuqboi'a, wiesz? Ale skoro sam sobie taką etykietę wybrałeś to spox. Twoja sprawa. - dodaję, naciskając na klamkę. 
W tym momencie Robbie chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie, a następnie odwraca twarzą i podnosi za uda do góry, wpijając w moje usta. Kładzie się ze mną na łóżku, a jego ręce wędrują pod moją bluzkę. Zarzucam mu ręce na szyję i oddaję rozkoszy jego pocałunków.

2 ~ It’s like I’m jumping out a plane without a parachute


Po spacerze z psami i kolacji zrobione przez Robbiego Pickera, przebieram się w coś bardziej pasującego, robię mocniejszy make-up i wychodzę do klubu tam gdzie ostatnio widziałam Jordana z inną kobietą. Jest tu pełno ludzi, w powietrzu unosi się zapach alkoholu i dymu papierosowego. Kilka par tańczy na parkiecie, ale większość siedzi w boksach lub przy barze. Rozglądam się uważnie, w poszukiwaniu chłopaka albo tej kobiety. Jest piątkowy wieczór, czyli jak zwykle powinni spotkać się około dziewiątej.
Siadam na jednym z wolnych stołków i zamawiam u barmana drinka z mango i kiwi. Siedzę i obserwuję, mieszając w szklance słomką. Żadnych znajomych twarzy, tylko obcy ludzie i głośna muzyka. Zdecydowanie unikam takich miejsc jeśli wychodzę sama, jednak dziś musiałam zrobić wyjątek.
Po dwóch mocnych drinkach, a z trzecim w ręce, postanawiam ruszyć na parkiet. Wymijam kilkoro wstawionych już osób i wtedy zauważam Jordana. Tańczy z średniego wzrostu, ciemnowłosą dziewczyną w krótkiej, obcisłej sukience. Zatrzymuję się, a szklanka wypada mi z ręki i rozbija w drobny mak. Wszystkie oczy kierują się w moją stronę, oprócz jego. Szeptam ciche "przepraszam" i kieruję się do toalet. Zamykam się w jednej z kabin i biorę kilka głębokich wdechów. Jest mi niedobrze. Musiałam za dużo wypić. Zwracam cała zawartość żołądka i od razu jest mi lepiej. Decyduję się wrócić na salę, gdzie znów spostrzegam Jordana. Siedzi przy jednym ze stolików i obściskuje się z tą dziewczyną. Wracam do baru, skąd mam na nich dobry widok.
Mija sporo czasu, zanim ruszają się miejsca i opuszczają klub. Odczekuję krótki moment i ostrożnie idę za nimi. Śledzę ich całą drogę aż do domu Greenwalda. Tam zakradam się od drugiej strony przez ogród, korzystając ze skrótów opracowanych za czasów, gdy to był też mój dom. Chowam się za większymi meblami, aż ostatecznie za zasłoną w sypialni. Przez ciemny materiał w nieoświetlonym pomieszczeniu niewiele widzę, ale za to słyszę.
Czuję się zagrożona.
To jakbym skakała z samolotu bez spadochronu.
Kochankowie są nieświadomi mojej obecności i idą na całość. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, iż sąsiedzi też ich słyszą.
Dopiero gdy zapada cisza, wyglądam zza zasłony. Leżą obok siebie i śpią. Powolnym krokiem opuszczam najpierw pokój, potem dom. Spoglądam ostatni raz na posesję i ruszam w stronę domu. To zakończony rozdział w moim życiu. No more fuqboi.
W drodze do domu spotykam Robbiego.
- Rena, sama o takiej porze? - pyta.
- Wracam z imprezy, co w tym takiego dziwnego. - odpieram i idę dalej.
- Nic, po prostu nie powinnaś chodzić tak sama po nocy. Chodź, odprowadzę Cię. - chwyta mnie za rękę.
- Nie trzeba, sama dam radę. - nie zgadzam się. Nie chcę, aby przypadkiem ktoś mnie zauważył i niesłuszne oskarżył o zdradę Jordana. Żadne z nas jeszcze nic oficjalnie nie napisało na social media, więc lepiej uważać.
- Nie ma żadnego "nie". Odprowadzę Cię i koniec. - obejmuje mnie ramieniem i rusza w kierunku mojego domu.
- Wiesz, lepiej nie. Co na to Nia? - zatrzymuję się nagle i strącam jego rękę.
- Co Nia? Martwisz się co twoja siostra sobie pomyśli? Serio? - spogląda na mnie nieco zaskoczony, nieco poirytowany.
- Przecież... Przecież... Jesteście razem, co nie? - patrzę mu prosto w oczy.
Nia nazwała go gosposią, zapewne tylko, aby nie było mi przykro, że Jordan ze mną zerwał, a ona kogoś ma. Jego ma.
- Co? No co Ty... Ja tylko jestem tam na tydzień, jak nie ma waszych rodziców. - wyjaśnia, a ja otwieram usta ze zdziwienia.
- Czyli jesteś wolny... - stwierdzam.
- Dokładnie. Chociaż... Moje serce już jest zajęte. - potwierdza, jednak nasuwa kolejną tajemnicę.
- Ah... - wzdycham i odwracam się od niego.
Nie mam u niego szans, to jasne.
- Rena, masz może ochotę porozmawiać? Widzę, że coś się dzieje. - zatrzymuje mnie. 
- Czemu nie. Ale lepiej, żeby Nia o tym nie wiedziała. - posyłam mu nikły uśmiech i pozwalam, aby otoczył mnie ramieniem i zabrał do swojego domu.

1 ~ It’s like I’m diving in the shallow of a swimming pool


- Pyrena! - woła Jordan, więc ściągam okulary przeciwsłoneczne i spoglądam na niego.
- O co chodzi? - pytam, przyglądając mu się uważnie.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - zaczyna z powagą.
- Co takiego? - wstaję z leżaka i przechodzę nad brzegiem prawie pustego basenu. Jest w nim tak płytko, bo Greenwald oszczędza na wodzie. Głupi muzyk.
- Jest taka sprawa... Nie wiem jak Ci to przekazać... Ale... Musimy się rozstać. - oznajmia.
Czuję, że zaczyna brakować mi tlenu. Jak to ze mną zrywa?
- Ale Jordan... Dlaczego? - pytam, próbując go złapać za dłoń jak kiedyś, ale odsuwa się.
Podłoże pode mną jest śliskie, więc tracę równowagę i wpadam do basenu z pluskiem. Wynurzam się i wyskakuję cała mokra.
To jakbym nurkowała w płytkiej wodzie.
Rozglądam się wokół. Chłopaka już nie ma, więc zabieram swoje okulary i kieruję się do domu, gdzie przebieram się w suche ubrania, poprawiam make-up i rozczesuję różowe włosy. Dalej do mnie nie dociera, że Jordan ze mną zerwał. Czyżby miał inną? Tą z którą widziałam go jakiś czas temu? Nie wiem, ale zrobię wszystko aby się dowiedzieć.

Jeszcze tego samego dnia zmuszona jestem opuścić jego rezydencję i że skruszoną miną wrócić do rodziców. Mama Ana, owszem, powiedziała, że to zawsze będzie mój dom, nawet jak wyprowadzę się do ukochanego, ale ojciec Kenny... On zawsze miał swoje odmienne zdanie. Wyprowadzisz się ~ spox, ale potem nie wracaj i nie płacz, że z Tobą zerwał i Cię wyrzucił na bruk.
Pukam nieśmiało do drzwi, które otwiera moja siostra Nia.
- Rena! - ściska mnie mocno. - Dawno Cię nie było... Menadżer się o Ciebie pytał... - zagaduje mnie od wejścia.
- Przepraszam. Teraz już będę częściej. - odpieram i wciągam do korytarza walizki.
- Wracasz do nas? - patrzy na mnie z nadzieją w oczach.
Jako starsza siostra zawsze się o mnie martwiła, troszczyła i cholernie tęskniła za mną.
- Tak. Rozstaliśmy się z Jordanem. - wyjaśniam i siadam w salonie.
- Ah, to okropne... - wzdycha i siada obok. - Od zawsze wiedziałam, że Jordan to frajer. - dodaje, a w tym momencie drzwi wejściowe otwierają się ponownie.
- Już jestem. - oznajmia młody chłopak, przechodząc przez salon do kuchni z torbą pełną zakupów.
- Kto to? - pytam ściszonym głosem.
- To Robbie. Matka go zatrudniła na czas wyjazdu z ojcem do Nowego Jorku jako gosposię. Zabawne, nie? Facet-gosposia. - śmieje się pod nosem, podczas gdy Robbie wraca do salonu.
- Zabiorę psy na spacer, a potem ogarnę jakieś jedzenie na kolację. - bierze do ręki smycze.
- Pójdę z Tobą. Stęskniłam się za tymi psiakami. - zrywam się z miejsca.
- Jak chcesz. - podaje mi jedną ze smyczy. - Tak w ogóle to Robbie Picker jestem. - wyciąga do mnie rękę.
- Pyrena Morze Enea, ale raczej znają mnie jako Renę Lovelis. - ściskam jego dłoń i kucam do Sarabelli. - No co mordko... - cmokam do psiaka i dopinam smycz do obroży. - Moja malutka... Daj mamusi całuska. - nastawiam polik, a Sarabella oblizuje go.
- No, starczy już tych czułości. Idziemy księżniczki. - Robbie przerywa nam jakże słodki moment. 
Podnoszę się i wychodzę jako pierwsza. Picker prowadzi na smyczach Edgara i Henry'ego. Idziemy obok siebie, nawet nie rozmawiając. Chyba doskonale wyczuwa, że nie mam dziś na to ochoty. Mam tylko nadzieję, że za kilka dni będzie lepiej i może się zaprzyjaźnimy, bo wydaje się całkiem spoko człowiekiem.

---
Witam serdecznie!
Nowy FF - kolejny o ulubionej parze, czyli Robbiem i Renie!
Jest to tylko 11 rozdziałów, bez prologu i epilogu, ale to tak planowane.
Zapraszam codziennie o 8:00 aby poznać tę historię w całości.
XOXO
Wiki R5er