11 ~ And thinking it’ll turn out different it did before


*kilka miesięcy później*

- Cześć kochanie. - Robbie cmoka mnie w policzek. - Jak się czujesz?
- Jest dobrze. - odpieram z uśmiechem.
- To świetnie. Niedługo będzie z nami maluszek, a potem ślub... Nie mogę się już doczekać. - cmoka mnie w brzuszek.
Przez ostatnie miesiące stał się bardzo opiekuńczy i naprawdę nas pokochał. Moi rodzice jednak nie wiedzą o tym, że jesteśmy razem, gdyż matka tego nie akceptuje. Gdy ostatnio zobaczyła nasze wspólne zdjęcie w gazecie, powiedziała Nii wiele niezbyt miłych słów o nas, które siostra potem mi przekazała.
"I myślą, że będzie inaczej niż było poprzednio" - to jedno zdanie powtórzyła najczęściej.
- O czym tak myślisz, kochanie? - pyta ukochany.
- O tym co się wydarzyło... Wiele się zmieniło... - odpowiadam i wtulam się w niego.
- Ale chyba jest lepiej, co nie? Kochamy się, będziemy razem szczęśliwi... - szepta mi do ucha.
Ma rację. Będziemy szczęśliwi mimo wszystko. Na ten moment mamy zamiar powoli przekonywać moich rodziców, że Robbie jest wspaniałym człowiekiem, naprawdę nas kocha i będzie dobrym mężem i ojcem.
- Kocham Cię... - czule całuję chłopaka.
- Kocham Cię... - odpowiada mi tym samym. 
"Kocham Cię" - te dwa słowa zostaną pomiędzy nami już na zawsze.

---
I to już koniec "When will I learn...". Mam nadzieję, że się podobało.
Nie wiem kiedy, o kim i czy będzie kolejny FF, jednak jeśli coś się pojawi natychmiast powiadomię.
XOXO
Wiki R5er 

10 ~ They say insanity is doing what you’ve done before


Podczas śniadania rozlega się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - oznajmia tata i rusza korytarzem. - To znowu Ty!? - wydaje się zaskoczony.
Wyglądam zza rogu i zauważam Pickera. Ich spotkanie nie skończy się dobrze.
- Przyniosłem tylko klucze. - odpiera, podając mu przedmiot.
- Tylko... Tylko... - burczy ojciec pod nosem. - Mógłbyś się raczej zainteresować swoim dzieckiem, a nie! - policzkuje go.
Nie mogę już tego znieść, więc robię krok do przodu.
- Dość tato. - kładę mu rękę na ramieniu. - Myślę, że to sprawa tylko pomiędzy mną a Robbiem. - dodaję i spoglądam na chłopaka.
- Rena ma rację. - wtrąca się Nia.
- Jak zawsze... A potem ryczy po nocach. - tata jest uparty.
- Nie wiem czy to miałoby sens. - mama staje na środku. - Jesteś nic nie wartym śmieciem, wiesz? Nie zasługujesz na nic, więc odejdź. - popycha Robbiego do wyjścia.
- Mamo! - oburzam się i chwytam Pickera za rękę.
- Nie Pyrena. Odpuść go sobie. - odsuwa mnie od niego. - Powinnam Cię była wczoraj zabić, ale nie... Głupia dwubiegunowość akurat miała ochotę na bycie miłą. Nigdy nie przestanę tego żałować! - wyrywa z dłoni Kenny'ego klucze.
- Wiesz co sąsiedzi o nas mówią? - Nia staje pomiędzy rodzicami, a mną trzymającą Robbiego. - Mówią, szaleństwo robi to co skończyłaś wcześniej...
- O co jej chodzi? - szepta mi na ucho Picker.
- Nasza matka jest chora psychicznie i zdarza się, że zachowuje się głupio. Już raz próbowała zabić kogoś... Właściwie, to chłopaka Nii. Obiecała, że z tym kończy, że będzie się leczyć, ale jest coraz gorzej... Dlatego tak mówią. - wyjaśniam mu szeptem, podczas gdy siostra próbuje uspokoić rodziców. - Wiesz, lepiej będzie jeśli wyjdziemy gdzieś indziej porozmawiać. - proponuję.

Chwilę później siedzimy w salonie chłopaka, popijając ciepłą ziołową herbatę.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć... - Robbie spuszcza wzrok na podłogę.
- Może od zwykłego "przepraszam"? - sugeruję.
- Masz rację. - chwyta moją dłoń. - Przepraszam Pyrena.
- Co dalej z nami? - pytam, patrząc mu w oczy.
- Nie wiem. To trudne. - odpiera.
Ma rację. To trudne. Znamy się krótko, niezbyt dobrze, ale stało się jak stało.
- Wiesz… Możemy spróbować stworzyć rodzinę, jeśli tylko będziesz chciał… - proponuję.
- To dobry pomysł, wiesz? Chciałbym być z Tobą tak jak nie byłem. Po prostu… Cała ta sytuacja z Jordanem w sklepie… Nie wiedziałem co myśleć. Poczułem się oszukany, zdradzony… Przepraszam, że nie chciałem Cię potem wysłuchać. Przepraszam. - szepta.
- Ja też przepraszam… Nie powinnam wtedy tego odwzajemnić, zwłaszcza wiedząc, że jesteś tam i coś miedzy nami iskrzy. - przybliżam się do niego.
- To twój były, niełatwo przecież zapomnieć. Jest okay. - mówi ściszonym głosem. 
- Ale chyba mi już przeszło… - dodaję ze śmiechem i delikatnie muskam jego wargi. - Kocham Cię, Robbie...

9 ~ It’s like the wheel inside my head is working in reverse


Budzę się w środku nocy i nie wiem co dalej robić. Nie czuję się zmęczona na tyle, aby kontynuować spanie, ale też nie mam ochoty ruszyć się poza łóżko. Biorę do ręki telefon i piszę SMS-a do Robbiego.
"Hej Robbie.
Przepraszam, że tak się stało. Powinieneś dowiedzieć się pierwszy."
Zatrzymuję się na chwilę.
"A z resztą, czy w ogóle powinieneś wiedzieć." - podsuwa mi mózg, ale tego nie zapisuję.
"Możesz być pewny moich słów, gdyż z Jordanem nic mnie już nie łączy. I nigdy to nie było nic więcej niż pocałunek."
Mrugam kilka razy oczami. Owszem, byliśmy razem, ale nigdy nie tak jak powinniśmy.
"Chociaż nadal go kocham, to my musimy być razem." - dopisuję, ale po chwili kasuję ten fragment.
"Kocham Cię i chce spróbować zaznać prawdziwej miłości przy Tobie. Proszę, nie gniewaj się już i odpisz."
Kilkam wyślij i odkładam na bok urządzenie. Kładę się na boku, przymykam oczy, ale nie mogę zasnąć. Kręcę się z boku na bok i ciągle myślę o wiadomości wysłanej do Pickera. Czytam ją jeszcze raz i znów nasuwają mi się te same myśli.
To jakby kierownica w mojej głowie pracowała odwrotnie.
Pokochałam Robbiego całym sercem, a mózg upiera się, że nie. Pogodziłam się z rozstaniem, ale ciągle myślę co by było gdybyśmy się z Jordanem zeszli.
Wstaję, obchodzę cały pokój i przysiadam na brzegu łóżka. W tym momencie rozlega się dźwięk SMS-a.
"Re, jest późno. Proszę porozmawiajmy jutro, na spokojnie. Przyjadę oddać twojej mamie zapasowe klucze, to się spotkamy. Śpij dobrze, mała weganko :*"
Uśmiecham się lekko. Dodał na końcu emotikon całuska, więc może jednak coś czuje.
- Kocha Cię, zrozum to. - mówię sama dla siebie, przytulając telefon do serca.
Chwilę później spokojnie zasypiam.

Otwieram oczy i spoglądam na zegar. Jest chwilę po 8. Wstaję i od razu zaglądam do szafy. Wybieram krótkie spodenki, a do tego luźną koszulkę i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic, kręcę włosy na lokówkę i robię make-up. Chcę wyglądać dobrze, kiedy przyjdzie Robbie.
Schodzę do kuchni, gdzie cała rodzina siedzi już przy stole i je.
- Hej Rena! - woła Nia, jak tylko mnie zauważa. - Przygotowałam Ci vege-bułeczki i sałatkę warzywną oraz sok ze świeżych owoców.
- Dziękuję. - uśmiecham się do niej i siadam obok.
- Widzę, że już Ci lepiej... - zaczyna mama. - Tak ślicznie dziś wyglądasz... - dodaje, zaczesując mi opadający lokowany włos za ucho.
- Zdecydowanie lepiej. I dzięki. To dla kogoś specjalnego. - odpowiadam i zaczynam jeść.
W tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - oznajmia tata i rusza korytarzem. - To znowu Ty!? - wydaje się zaskoczony. 
Wyglądam zza rogu i zauważam Pickera. Ich spotkanie nie skończy się dobrze.

8 ~ It’s like I’m walking into traffic without looking first


Rodzice przybywają do domu około 6 PM, co jest idealną porą na kolację. Zasiadamy wszyscy do stołu wraz z Robbiem i jemy przygotowany przez niego posiłek.
- Jak minęła wycieczka? - pytam mamę.
- Dobrze. Miło było znów zobaczyć Nowy Jork. - odpowiada.
- Zobaczyć Nowy Jork? Chyba wykupić prawie wszystko z prawie wszystkich sklepów. - wtrąca tata.
- Oh Kenny, ale i tak mnie kochasz... - kładzie głowę na jego ramieniu.
- A mam wybór, Ana? - odpiera.
- Oczywiście, że nie. - cmoka go w policzek. - A jak tam Wam minął czas? - spogląda na mnie i Nię.
- Wszystko okay. - uśmiecha się siostra.
- Oczywiście, że wszystko było okay. Zająłem się domem i ogrodem tak jak kazaliście. - dodaje Robbie.
- Ah, a Ty, Pyrena? - ojciec spogląda na mnie z troską.
- Nie okay. Jordan ze mną zerwał, Robbie się na mnie obraził... A do tego jeszcze dowiedziałam się, że jestem w ciąży. - wyrzucam z siebie wszystko.
- Ale z kim? - mama od razu chwyta moją dłoń i patrzy prosto w oczy.
- Z... Z... Z Robbiem. - wyznaję.
To jakbym przechodziła przez ulicę bez rozejrzenia się najpierw.
Raz, że niebezpieczne, bo Picker o tym nie słyszał. Dwa, że to ojciec dziecka powinien wiedzieć pierwszy, a nie wszyscy od razu.
- Co? - Robbie zrywa się z miejsca. - Co!? Rena!
- Ciszej. - proszę i niepewnie podnoszę na niego wzrok. - Przepraszam. - szeptam i wstaję od stołu. Straciłam jakoś apetyt.
Zamykam się w swojej sypialni i nie wpuszczam nikogo, choć Nia nieustannie dobija się do drzwi. Kładę się na łóżku, chowam twarz w poduszki i pozwalam łzom spokojnie spływać. Z parteru dobiegają do mnie stłumione krzyki moich rodziców i Robbiego.
- Powinieneś wziąć odpowiedzialność za dziecko, a nie wszystkiego się wypierać! - wrzeszczy mój ojciec, a po chwili rozlega się głośny huk. Zapewne uderzył Robbiego.
Słyszalne jest kilka siarczystych przekleństw i odgłosów szarpaniny, aż w końcu ktoś trzaska drzwiami wyjściowymi i zapada cisza.
- Będzie dobrze, Re. Wpuść nas tylko. - mama spokojnym głosem prosi zza drzwi.
- Nie chcę rozmawiać. - oznajmiam.
- Nie chcesz rozmawiać, okay. Ale nie odtrącaj nas. Myślę, że przytulenie Ci pomoże... - Nia także próbuje jakoś do mnie dotrzeć. 
- Nie. Dajcie mi spokój. - mówię oschle i nie reaguję na ich późniejsze prośby i pytania.

7 ~ Start to see, that you and me are only guaranteed to crash and burn


Następnego dnia postanawiam porozmawiać z Robbiem.
- Hej. - rzucam, gdy tylko zauważam go w kuchni.
Chłopak nic nie odpowiada.
- Robbie, hej! - macham mu ręką przed twarzą, ale on dalej nie reaguje. - Ej! - szturam go w bok.
- Rena, daj spokój! - odpycha mnie i wraca do krojenia pomidora.
- O co Ci chodzi, Picker? - pytam, siadając na blacie.
- O nic. Nie widzisz, że jestem zajęty. - odburkuje i wrzuca warzywo do miski.
- Taaa, jasne. - przewracam oczami. - O coś jednak chodzi, przyznaj... Wczorajsza sytuacja z Jordanem, co? - kontynuuję.
- Nie i weź już nie wymyślaj! - podnosi na mnie głos.
- Chciałam pogadać, ale chyba się nie da. - stwierdzam i wychodzę.
Zamykam się w swoim pokoju i kładę się na łóżku. Wpatruję się w sufit, rozmyślając o co tak właściwie mu chodzi, a pojedyncze łzy spływają po moich policzkach. W pewnym momencie do sypialni wchodzi Nia.
- O jeny, co jest? - siostra szybko podchodzi mnie przytulić.
- Nic takiego. Przejdzie mi. - zbywam ją. Nie chcę obarczać jej moimi sprawami.
- Okay, ale zawsze jeśli coś się będzie działo, mów. Od tego tu jestem. - ociera moje łzy.
- Dziękuję. - szeptam i uspokajam się przy niej.

Aż do soboty codziennie próbuję przeprosić Robbiego, jednak na marne. Picker jest cholernie uparty.
- Dziś wracają rodzice... - oznajmia rano przy śniadaniu Nia.
- Przygotować specjalną kolację, tak? - upewnia się chłopak.
- Dokładnie. - przytakuje mu Ni.
Siedzę przy stole i mieszam bezglutenowe płatki z mlekiem kokosowym i borówkami. O ile siostra ze mną rozmawia, R traktuje mnie jak powietrze. Przy każdym pytaniu zwraca się tylko do Nii i udaje, że nie słyszy, gdy coś do niego mówię.
Po posiłku siostra wychodzi do sklepu, kupić dla rodziców jakiś drobny prezent, a ja zostaję aby pomóc Robbiemu sprzątać.
- Czemu się tak zachowujesz? - pytam, podczas zmywania naczyń.
- A co Cię to obchodzi. Jutro już się nie zobaczymy. - odburkuje i odkłada talerz do szafki.
- Idiota. - rzucam i podaję mu mokrą szklankę.
- Sama jesteś idiotką. - odpowiada mi równie złośliwie. 
- Nie wiem o czym myślałam... I kiedy zacznę widzieć, że Ty i ja jesteśmy zagwarantowani tylko do rozbicia i spłonięcia... - wzdycham, wycieram ręce o uda i zostawiam go z tym wszystkim samego.

6 ~ To turn my back and say goodbye


Kolejnego dnia wybieram się na zakupy z Pickerem.
- Poczekaj chwilę... - Robbie zostawia mnie z koszykiem i sam idzie zważyć pomidory.
- Rena! - Greenwald zauważa mnie między regałami i macha.
- Czego chcesz? - pytam oschle.
- Przepraszam. - mówi i chwyta moją dłoń. - Jestem idiotą i tyle. - dodaje i próbuje mnie pocałować, ale w tym momencie wraca Robbie.
- To już koniec. - odpieram i spoglądam na chłopaka.
- Oj Rena... Wiem, że nadal mnie kochasz... - kontynuuje, więc Picker zabiera koszyk i rusza dalej beze mnie.
- Wiesz... Chyba jednak już nie. - odpowiadam, nerwowo patrząc gdzie zniknął R.
- Przekonamy się, co? - wpija się w moje usta.
Zarzucam mu ręce na szyję i odwzajemniam to. Nie powinnam, zwłaszcza po tym co wydarzyło się między mną a Robbiem, ale nadal mam słabość do Jordana.
- Muszę iść. - rzucam i idę przed siebie.
- Jordan, to była ta twoja Pyrena? - słyszę jeszcze głos jego matki, ale brak mi odwagi, aby odwrócić się i powiedzieć żegnaj.
Odnajduję Robbiego dopiero przy kasie.
- Zapłacę. - oznajmiam, chwytając jego dłoń.
- Nie musisz. Spox. - odsuwa mnie.
Musiał obrazić się za tą scenę z Jordanem. Szkoda mi go. Zajął ważne miejsce w moim sercu.
- I tak to zrobię. - wyciągam kartę i jeszcze za nim kasjerka podaje kwotę, przysuwam ją bliżej terminala.

Przez resztę dnia Robbie stara się mnie unikać. Sprząta w ogrodzie efekty wczorajszej burzy, czyści mieszkanie czy gotuje, ale nie odzywa się ani słowem. Ignoruje mnie, bo zapewne uważa, że tak będzie mu łatwiej.
- Mam już tego dość. - wzdycham, a Nia patrzy na mnie.
- Ale czego? - dopytuje.
- Tej cholernej sytuacji z Jordanem. Przepraszał i znów coś jest nie tak. - wyjaśniam.
- Wróciliście do siebie? - pyta niepewnie.
- Nie, absolutnie. Tylko ktoś na kim zaczęło mi zależeć, obraził się o to co się stało w sklepie.
- A co się stało? Robbie o niczym nie mówił, że kogoś spotkaliście... - drąży temat.
- Bo... To jego zraniłam. - przyznaję się.
To jak postępuję jest okropne.
- Powinniście porozmawiać, wiesz? - delikatnie dotyka mojej dłoni. - Póki nie jest za późno. - dodaje szeptem. 
Ma rację. Powinnam. I zrobię to.

5 ~ It’s never just a kiss goodnight


Po pocałunku w ogrodzie cały dzień patrzymy na siebie z Robbiem.
- Uuuuuu... Chyba ktoś się zakochał... - rzuca Nia przy kolacji.
- No co Ty... Na pewno nie. - odpieram, mieszając widelcem na talerzu.
Sałatka pseudo-vege zrobiona przez Pickera wcale mi nie smakuje. Być może dlatego, że dodał do niej kurczaka, którego potem ręcznie wyciągał mi z talerza, co było w sumie urocze. Stara się. Chyba jednak Nia ma rację. Ktoś się zakochał - oczywiste, że musiała myśleć o Robbiem. Chciałabym aby tak było. Czuję, że brakuje mi właśnie kogoś takiego jak on.... Kogoś kto zastąpił by Greenwalda, a nawet był lepszy.
- A może jednak tak. - wtrąca chłopak.
- Wiedziałam! - Ni klaska w dłonie z radości. - Pasujecie do siebie. - dodaje i wstaje od stołu. - Idę pozmywać. - zabiera brudne naczynia i znika.
Zostajemy sami. Panujaca cisza jest trochę niezręczna.
- Wiesz... Słyszałem, że w nocy ma być okropna burza... - zaczyna w końcu. - I to taka jakiej dawno nie było... Silny wiatr, wielka ulewa, ciągle błyski i grzmoty... Taka niebezpieczna. - dorzuca.
- No... Ja też o tym słyszałam... Myślisz, że serio? - spoglądam na niego.
- Nie wiem, ale... Boisz się? - pyta.
- Nie chcesz wiedzieć jak... - przyznaję.
- Mam z Tobą zostać? - proponuje.
- Byłoby... Hmm... Miło? - odpowiadam nieco pytająco. - Zostań. - dodaje po chwili.
Chcę go blisko, naprawdę chcę.
- Więc okay. - uśmiecha się szeroko.

Po kolacji biorę szybki prysznic i kładę się do łóżka. Robbie przyłącza się chwilę później.
- O co? - pyta, obejmując mnie ramieniem w talii.
- Nic. Spróbuję zasnąć. - wtulam się w niego mocno.
W tym momencie za oknem niebo rozcina błyskawica, rozświetlając całą sypialnię, a po sekundzie rozlega się głośny i długi grzmot. Zjawisko powtarza się coraz częściej.
Chowam twarz w Robbiego i zamykam oczy. Czuję jak serce wali mi ze strachu.
- Nie bój się, mała weganko. - gładzi moje plecy. - Spróbuj zasnąć... - dodaje szeptem i cmoka mnie w czoło.
Kiedy się nauczę, to nigdy nie jest tylko pocałunek na dobranoc.
Poprzedniej nocy było ich więcej i były pełne miłości. Ten także nie jest taki zwykły. W sercu Robbiego jest jakieś uczucie do mnie, jestem tego prawie pewna.
- Postaram się. - szeptam także, muskam wargami jego polik i przytulam się do niego.
Picker trzyma mnie w ramionach, tłumiąc nieco dźwięki burzy. Nuci cicho pod nosem jakąś spokojną melodię znaną mi z radia. To połączenie sprawia, że powieki same mi się zamykają i udaje mi się w krótkim czasie zasnąć.